#ad

Mamy nową normalność

Mamy nową normalność

O tym co dzisiaj kształtuje rynek pojazdów ciężarowych i z jakimi problemami borykają się firmy transportowe rozmawiamy z Małgorzatą Kulis, dyrektor zarządzającą Volvo Trucks Polska.

W tym roku 35% rynku pojazdów z napędem LNG w Polsce należy do Volvo Trucks. Czyli ile to jest dostarczonych do maja 2022 roku pojazdów?

Około 250 sztuk.

 

Czy w związku z dużą podwyżką cen gazu, która miała miejsce pod koniec zeszłego roku, klienci wycofywali się z podpisanych umów na dostawy pojazdów z napędem LNG?

Nie wycofywali się, ale popyt na pojazdy był mniejszy. Teraz sytuacja wraca do normy.

 

Co dzisiaj jest największym problemem, z jakim muszą się mierzyć firmy transportowe? Brak kierowców, pojazdów, niepewność?

Nie widzimy pogorszenia się koniunktury. Należności leasingowe są regulowane w terminie, nie mamy też zaległości płatniczych w serwisach. Myślę, że na pewno bardzo dużym wyzwaniem jest brak kierowców, który powoduje w jakimś stopniu niepewność. Trudno jest dzisiaj pozyskać kierowców. I ten problem będzie nam towarzyszył w kolejnych latach.

Na pewno jest poczucie niepewności, w zawiązku z tym, że każdy się zastanawia, jak długo potrwa jeszcze prosperita.

 

Prosperita, czy może jednak wojna w Ukrainie zmieniła otaczającą nas rzeczywistość, pogłębiając problemy branży transportowej?

Z jednej strony tak, a z drugiej nie. Dzisiaj zastanawiamy się, co będzie dalej, jaki będzie kolejny krok Rosji. Tego nie wiemy. Dopóki nie wybuchła wojna, nikt w nią nie wierzył. Z drugiej strony bardzo dużo młodych ludzi przybyło do Polski, zasilając kadrowo firmy. Nie wiemy, jak długo będzie trwała ta wojna, ale kiedyś się skończy. Myślę, że podczas odbudowy Ukrainy duży udział w pracach będzie miała Polska i nasze firmy, co automatycznie napędzi naszą gospodarkę. To jest nadzieja dla naszych firm transportowych, bo będą obsługiwać transport w tamtym kierunku. Ale również dla firm budowlanych, bo myślę, że będziemy wspierać Ukrainę przy odbudowie. To również będzie dla nas olbrzymi rynek zbytu. Towary będą sprowadzane z Polski, bo stąd będzie najbliżej.

 

Czy wzrost cen pojazdów, renegocjacje kontraktów nie odbijają się negatywnie na sprzedaży?

Renegocjowaliśmy wszystkie podpisane kontrakty. 99% klientów podpisało aneksy i zrozumiało wyjątkową sytuację, z jaką mamy teraz do czynienia. To jest olbrzymi wysiłek naszych służb sprzedażowych i całej organizacji. Staraliśmy się to zrobić profesjonalnie. Było to dla nas trudne, bo nigdy dotąd nie mierzyliśmy się z czymś takim, ale potraktowaliśmy to zadaniowo. Nie robiliśmy wyjątków, wróciliśmy do wszystkich klientów i nie musieliśmy anulować zamówień. Ale z tego co wiem, różne marki różnie w tej sytuacji postąpiły, z różnym efektem. Każdy nasz klient dostał aneks zmieniający cenę. Myślę, że klienci mieli świadomość, że rosną ceny materiałów i komponentów, obserwowali, co dzieje się na rynku i w jakimś stopniu się tego spodziewali.

Zawsze jest jakaś granica, a problemy się nawarstwiają: rosnące ceny paliw, czy wzrost kosztów działalności w związku z przepisami pakietu mobilności. Jeden z klientów powiedział mi, że przy 60 kierowcach jego koszty wzrosły w związku z pakietem mobilności o 1 700 000 zł rocznie. Z drugiej strony nasi klienci po raz pierwszy od wielu lat są w stanie renegocjować ceny frachtów i one idą w górę.

Cały czas badamy skłonność przewoźników do inwestycji w środki transportu. Ona jest trochę słabsza, ale wciąż na bardzo wysokim poziomie. Myślę, że od trzech lat poruszamy się w bardzo niepewnym środowisku. Mamy teraz pewien rodzaj nowej normalności, która będzie nam jeszcze towarzyszyć. Dzisiaj trzeba wiele rzeczy przewidywać. Podstawą do zamówienia pojazdu powinno być podpisanie umowy, wpłacona opłata wstępna. Sprawdzamy jakość karnetu zamówień i nie mamy żadnych pojazdów spekulacyjnych. Sytuacja jest więc trochę inna niż ta, z którą mieliśmy do czynienia podczas poprzedniego kryzysu, gdy samochody były zamawiane na wyrost. Dzisiaj nikt nie może zamówić tyle, ile by chciał, więc nie ma szans na nasycenie.

 

Wszyscy mają problemy z materiałami i komponentami, ogólnie z zatorami logistycznymi. Z danych rynkowych wynika, że Volvo Trucks z tym sobie nieźle radzi, bo dostarczyło w tym roku już sporo pojazdów, zajmując drugą pozycję na rynku. Jak to robicie?

Przede wszystkim bardzo się staramy i wyławiamy miejsca produkcyjne. Jeżeli się cokolwiek zwalnia, pierwsi zgłaszamy chęć zagospodarowania wakatów. Poza tym w naszej centrali w dziale zakupów są specjalne zespoły, które pracują 24 godziny na dobę nad pozyskiwaniem poddostawców i komponentów. Też mamy te same problemy, co cały rynek, jednak udało nam się tak zarządzić tym procesem, że zachowaliśmy transparentność z klientami, zarówno w przypadku zmian cen, jak i opóźnionych dostaw. Nie wszyscy nasi konkurenci w tej sytuacji według mnie zachowali się etycznie, co wywołało złe nastroje w branży. Myślę, że w dużej mierze, to gdzie dziś jesteśmy, zawdzięczamy relacjom. Rozmawiamy z klientami również w trudnych sytuacjach, tłumaczymy i dlatego klienci z zakupów się nie wycofują.

 

Macie już całą gamę pojazdów elektrycznych, jak będzie postępowała elektryfikacja flot?

Specyfikacja pojazdu elektrycznego trwa krótko. Dużo dłużej zajmuje dopracowanie tras. Gdy będzie bardziej rozbudowana infrastruktura, to pojawią się magazyny energii, co bardzo silnie wpłynie na całkowity koszt użytkowania pojazdu, który ulegnie gwałtownemu obniżeniu. Czas spłaty pojazdu elektrycznego bardzo zbliży się do czasu spłaty pojazdu spalinowego, co napędzi ten rynek. Do tego czasu potrzebne jest wsparcie rządowe w postaci subsydiów.

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Katarzyna Dziewicka

Z tej samej kategorii

Zaufali nam

Masz pytania? Skontaktuj się!

Masz pytania dotyczące branży? Nurtuje Cię jakiś temat? Masz ciekawego newsa, lub pomysł na artykuł? Chciałbyś pojawić się na łamach TRUCK Biznes? Napisz do nas a my skontaktujemy się z Tobą!